Są wakacje, można trochę zaszaleć na rowerze z kumplami. I nagrać to i owo z kieszonki…

Napiszę to po raz kolejny – gdyby mnie ktoś parę lat temu zapytał co sądzę o przejechaniu na rowerze więcej niż 50-60 km, odpowiedziałbym, że nic. Że to niemożliwe, przynajmniej nie dla mnie. Może dla zawodowców, takiego na przykład Szurkowskiego 🙂

iPhone 6s. Widziane Chełmońskim…

Dzisiaj, po mniej więcej 2 lat aktywnego wkręcania się w (bardzo!) amatorskie kolarstwo szosowe, dystans 100 km jest standardowym treningiem na 3h z ogonkiem, a od czasu do czasu ma się ochotę na coś dłuższego…

Zanim przejdę do zdania krótkiej relacji z niedzielnego wypadu do Kazimierza, muszę z niezwykłym szacunkiem powiedzieć, że mam przyjemność znać i często razem jeździć z kumplami/kumpelami, którzy/które mają za sobą takie imprezy jak rajd dookoła mazurskich jezior, czyli non-stop ponad 600 km, a kilku “wariatów” jeździ regularnie Bałtyk–Bieszczady czyli dokładnie 1008 km. 

To jest już poza moim pojęciem. Naprawdę, bez kokieterii. Ale już ok. 300 km czemu nie 🙂 W ostatnią niedzielę, z grupą kumpli wybraliśmy się do Kazimierza Dolnego i z powrotem

Całość relacji ubrałem tym razem w formę filmu, na który zapraszam. Co to ma wspólnego z blogiem fotografa? Wiele. Na przykład to, że całość materiału nakręciłem lub sfotografowałem iPhonem. 

To niezła rewolucja przyznacie. Dzisiaj iPhone w kieszonce kolarskiej koszulki potrafi zrobić cuda. Takie czasy. Fajne, korzystajmy z dobrodziejstw nowych technologii, ale… rower można mieć i taki z 1978 roku. Stalowy, klasyczny 🙂

 

 

Poniedziałek. Noo, mogę w końcu trochę odsapnąć :)

Wiem, jestem małpa. Wy pewnie czytacie ten wpis w środku poniedziałkowego, szarego i być może nieciekawego dnia w biurze. Na moje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że dzisiaj mogę odpocząć gdyż bardzo pracowicie spędziłem 3 dni weekendu, bo sesje zaczęły się już w piąteczek… 🙂 British School Warsaw. Mój ulubiony warszawski Hogwart, dla którego mam przyjemność realizować … Read more