Zastrzeżenie: zaczynam tym wpisem serię artykułów o kreatywnym wykorzystaniu iPhone 17Pro (z iOS 26) jako aparatu cyfrowego. O tym, jak w rękach zawodowego fotografa fotografującego komercyjnie Nikonami, ten nowoczesny smartfon dzielnie wspomaga zapisywanie kadrów na cyfrowej kliszy.
Na pewno smartfony innych marek potrafią wiele, ale ja nimi nie fotografuję. Wiec wszystko co tu jest napisane, jest poparte moim osobistym doświadczeniem, zdjęcia również są moje. Dobrej lektury i mam nadzieję, że się też trochę nauczycie/zainspirujecie 🙂
Zapewne gdyby zrobić uliczną ankietę posiadaczom iPhone’ów okazałoby się, że tylko znikoma ich część zdaje sobie sprawę z pełnych możliwości fotograficznych, a już na pewno z posiadania kilku obiektywów.
Sam często obserwuję zdziwienie gdy komuś podpowiadam żeby do danego kadru użył obiektywu nie „1x” a np. „4x”. A po ludzku zamiast szerokiego kąta 24mm teleobiektywu o ogniskowej 100 mm.
Po co? Dlaczego? Co to te „ogniskowe”? Jaka to różnica?
Postanowiłem, że ten wpis nie będzie miejscem na przypomnienie całej teorii związanej z ogniskowymi, wpływem na głębię ostrości, nie będę tu robił powtórki z zajęć Akademii Fotografii Amatorskiej AFA.

To co trzeba na ten moment wiedzieć, to fakt, że nowoczesny iPhone17Pro posiada 3 obiektywy:
- ultraszerokokątny 13 mm (0.5x)
- szerokokątny 24 mm (1x)
- teleobiektyw 100 mm (4x)
Wszystkie powyższe z matrycami o rozdzielczości 48 Mpx. O tym czy to dużo, czy mało, czy potrzebnie napiszę osobny artykuł.
My tymczasem skupimy się na kreatywnym wykorzystaniu ostatniego z nich, czyli teleobiektywu o ogniskowej 100 mm.
100mm, to już niezłe tele…
Wg klasycznego podejścia ogniskowa powyżej 70-80 mm to już tak zwane „tele”. Czyli zakres, który pozwala na wykonywanie sporych przybliżeń, fotografowania bez konieczności zbliżania się obiektów, ludzi i scen.
W skrajnych przypadkach, dla takich np. 600 mm mamy możliwość uchwycenia małego ptaszka na gałązce albo Lewandowskiego w wyskoku do piłki. Albo portretu lwa na kenijskim foto-safari, z bezpiecznego jeepa i bez narażania się na ryzyko utraty nogi 🙂
A 100 mm to ogniskowa nie za duża, nie za mała. Taka w sam raz, a skoro taką mamy w najnowszym flagowcu od Apple warto się przyjrzeć jakie się takim obiektywem robi zdjęcia.
Zrób to inaczej
Idąc tropem poradników i tak zwaną „dobrą praktyką” dowiesz się, że obiektywy o ogniskowej tele służą do fotografii portretowej – ze względu na korzystną plastykę, uzyskiwaną w łatwy sposób małą głębię ostrości i zapewniającą komfortową odległość do modela.
To wszystko prawda. Moja ulubiona ogniskowa w studio to 135-180 mm. Jak widać na zdjęciu Mieci, ona również pozowała nie zdając sobie sprawy że robię jej taki fajny ciasny portret.
Tyle dobrej praktyki. To zawsze zadziała. Ja jednak przewrotnie chciałbym Was namówić na robienie zdjęć w ustawieniu „4x” w… pejzażu. Sprawdźcie galerię zdjęć poniżej. Wszystkie zrobiłem obiektywem 100mm, większość to ujęcia pejzażowe albo plenerowe.
Co jest unikalnego w tym podejściu? Jak 100mm wpływa na finalny obraz? Sami zobaczcie jak niesamowity efekt spłaszczenia perspektywy „robi robotę” na zdjęciu poniżej. Jak fajnie i ciekawie wygląda ten kadr bez głębi, jakby był 2D a nie przestrzenny.

Pobawcie się. Warto eksperymentować, a już w sytuacji gdy zmiana „obiektywu” to tylko kliknięcie w ikonkę na ekranie a nie mozolne sięganie do torby po kolejną stałkę – grzechem byłoby nie spróbować.
Dobrej zabawy z pejzażami i plenerami miejskimi! Galeria kilku moich zdjęć dla inspiracji poniżej.











Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.