Często powtarzam, że najlepszy aparat to ten, który mamy akurat przy sobie. W moim przypadku (poza iPhone 14Pro oczywiście) to najczęściej Nikon Z6II i kilka ulubionych Nikkorów – zestaw, który dobrze znam i cenię za niezawodność.
Choć zestaw ten pozornie nie jest przeznaczony do „prawdziwego macro”, niedawno postanowiłem nieco zaszaleć i dorzuciłem coś, co kosztuje mniej niż niejedna karta pamięci, a w mig zamienia dowolny obiektyw w narzędzie do świata w skali mikro – pierścienie pośrednie Viltrox DG-Z.
Dlaczego warto?
Pierścienie pośrednie to najprostszy pomysł, by zbliżyć się do tematu makro bez inwestowania w dedykowany obiektyw. Te od Viltroxa (model DG-Z) znakomicie współpracują z systemem Z.
Co najważniejsze – są to pierścienie „automatyczne”, więc nie tracimy sterowania przysłoną i autofocusem. Ta prostota robi różnicę: zakładasz, robisz zdjęcie, cieszysz się efektem.
W praktyce
Wyjście z aparatem i standardowym nikkorem – czy to stałką, czy zoomem – daje zwykle pewien komfort, ale również ogranicza, jeśli chodzi o możliwość podejścia do obiektu naprawdę blisko.
Pierścienie Viltroxa to zmieniają. W tym krótkim spacerze zaskoczyła mnie liczba detali, jakie można wyłuskać spod liści, na płatkach czy nawet na skórce owocu. Nagle to, co na co dzień ledwo dostrzegalne, staje się głównym bohaterem kadru.
• montaż pierścieni to kilka sekund,
• ostrość łapiemy tuż przy samym obiektywie,
• powiększenie robi się prawdziwie makro, miejscami przekracza nawet 1:1,
• a efekty? Widać poniżej, w galerii zdjęć.
Wady? Oczywiście! Winietowanie na szerokich kątach, minimalna głębia ostrości, czasem trzeba mocno podbić ISO, żeby uzyskać odpowiednią ekspozycję. Ale to są uroki fotografii makro, które każdy powinien sam przeżyć. Tu nie liczy się perfekcja, tylko odkrywanie światów, które na co dzień uciekają naszej uwadze.
Dla kogo?
Jeśli ciekawi cię fotografia z innej perspektywy, nie chcesz od razu inwestować w drogi sprzęt – polecam przetestować tanie chińskie pierścienie. Z nikonowskimi obiektywami działają jak należy, a po kilku próbach trudno będzie wrócić do samej „zwykłej” fotografii.
Więcej przykładów możecie zobaczyć w galerii poniżej – polecam obejrzeć na dużym ekranie. Ostrość i jakość techniczna ciągle do poprawy, nie miałem np. statywu, mocno wiało, ale jak na pierwszy raz – jestem zadowolony 🙂
Makrofotografia wcale nie musi być droga, może i nie musi być poważna. Wystarczy dodać jeden tani gadżet, by po raz kolejny przypomnieć sobie, że najlepsze zdjęcia powstają wtedy, kiedy sami dobrze się bawimy.



















Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.