Gdy po pracy mam ochotę… fotografować – czyli opowieść o zdjęciach polnych maków…

To nie będzie długi wpis. Raczej pozostawienie tutaj kilku refleksji, świeżych jeszcze przeżyć i emocji z wyjazdu na pojezierze brodnickie. A tam spokój, cisza, brak napięcia mazurskich deptaków i plaż.

Tam miałem ochotę wyciągnąć aparat i zabrać go na wieczorny spacer. Jak się uważnie nie porozglądasz, to zasadniczo niczego po drodze do leśnej drogi ciekawego nie było. Ot parę pól z ledwo wschodzącym zbożem, kilka kwiatków, nuda.

Ale

Ale jak na spacer idziesz godzinę przed zachodem słońca to masz szansę na fotogafowanie o najlepszej porze, tak zwanej golden hours (zwyczajowo mówimy o dwóch godzinach przed zachodem słońca).

A jak jeszcze nie ominiesz obojętnie tych wszystkich malutkich kwiatków, maków, traw i dodatkow zdecydujesz się na ujęcia „pod światło” – jesteś już blisko uzyskania ciekawych efektów. Pomaga w tym malutka głębia ostrości i rewelacyjna prac zestawu Nikon Z6II i Nikkor 35/1.8S.

Więcej o sprzęcie nie będzie, bo to wcale nie jest post o obiektywie, ostrości, przysłonie czy czasie naświetlania. Jest o tym, że naprawdę warto połozyć się czasem w trawie żeby coś zobaczyć na nowo, z innej pespektywy. I złapać refleksy zachodzącego słońca na łodyżce mikroskopijnego kwiatka, albo przeźroczystość delikatnych maków.

Ja jak zostawię poważny sprzęt do fotografii biznesowej, te wszystkie lampy, te 45Mpx portretowego Nikona, te studio/siedziba Klienta, te garnitury i garsonki – właśnie z takim minimalistycznym sprzętem na pasku potrafię odpocząć.

Bo jak to często powtarzam – to nie aparat robi zdjęcia, ale Twoja wrażliwość i uważność na kolor, światło, kompozycję. Mam nadzieję, że Cię trochę zainspirowałem, a zdjęcia jakie zrobisz pozostaną na długo w żywej pamięci spokoju i odpoczynku.