Fotografowanie o świcie – magiczne. O ile tylko wcześnie wstaniesz :)

Z dwóch plenerów miejskich AFA, tylko ten “Warszawa nocą” nie budzi u nikogo niepokoju. Perspektywa wybrania się z grupą na spacer zaczynający się ok. 19:00 wydaje się interesująca.

Co innego kiedy plener “Warszawa o świcie” zbiórkę pod kolumną Zygmunta ustaloną ma na 5:00 rano 🙂

Ja ostatniej niedzieli wstałem o 3:45. Nie powiem, że było łatwo. Na dworze mimo ciepłych dni (w końcu!) chłodno, szaro i ciemno.

Trudno wizualizować w taki poranek najbliższe godziny jako coś przyjemnego, miłego, pociągającego…

Ale skoro wybrałem drogę zarabiania na życie fotografią, szkoleniami, i prowadzeniem takich właśnie plenerów również – do “roboty” trzeba wstać i nie marudzić.

Na miejscu naszej zbiórki byłem przed piątą, już w nastroju dobrego oczekiwania na to co ma nastąpić.

Idąc na plac Zamkowy złapałem w bladym, ale miękkim świetle ten widoczek po prawej. To co jest cudowne w tej nieprzyzwoicie wczesnej jak na niedzielę porze, to jak się może domyślacie – absolutny brak turystów na Starym Mieście.

Poza niedobitkami “gorączek sobotniej nocy”, najbliższe dobre 2-3 godziny praktycznie spacerowaliśmy po wyludnionym mieście. To pierwsza zaleta pobudki o 3:45.

Druga, jest związana z jakością światła i fotografią jako taką. Stare powiedzenie mówi “fotografuj przez 2 godziny po wschodzie słońca, dwie godziny przed zachodem, a resztę dnia przeznacz na inne zajęcia”.

Sama prawda. Rano mamy do czynienia z miękkim, delikatnym światłem. Im bliżej było godziny 8, kiedy to zrobiliśmy ostatnie pamiątkowe zdjęcie (po prawej) tym więcej w kadrze było ostrego, kontrastowego światła.

Oczywiście ładne, niebieskie niebo i białe chmurki dodają blasku każdej pocztówce, ale kiedy słońce jest już wysoko, fotograf zaczyna mieć spore problemy z ekspozycją kontrastowych kadrów, kolory zaczynają blaknąc, a ładne, niskie cienie gdzieś znikają czyniąc z architektury mało interesujące obiekty, płaskie i nieciekawe.

Podczas plenerów, czy to w Warszawie czy Drohiczynie, lubię robić uczestnikom portrety. A jak może wiecie, do portretu najlepsze światło to miękkie, rozproszone, czasem to z zacienionej części uliczki, budynku…

Nie inaczej było tym razem. Namawiałem sukcesywnie uczestniczki do pozowania, jeden z takich portretów na tle fenomenalnych tynków Starego Miasta obok, po lewej…

Podsumowując, jeśli chcesz doświadczyć magii fotografowania pustej Starówki, bez ludzi, wszechobecnego bałaganu, a na dodatek w najlepszym świetle – musisz pewnego poranka wstać bardzo wcześnie.

Jeśli potrzebujesz motywacji, organizacji i moderacji – napisz maila na [email protected], dam Ci znać przy organizacji najbliższego pleneru. Może się trochę nie wyśpisz, ale na pewno nie będziesz żałował, obiecuję 🙂